Nathan

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział 102.

Tom cały czas nic nie mówił. Wkurzyłam się i pobiegłam do pokoju Jaya. Tam nikogo nie było. Poszłam dalej, do pokoju Maxa. Też nic. Poszłam do Sivy. Tam cała banda panikowała. Jay leżał na podłodze oblany kechupem i udawał, że umiera. Jak ich tak zobaczyłam z jednej strony chciało mi się śmiać, a z drugiej wkurzyć się. Po chwili przybiegł Nathan i jak to zobaczył to widać było, że jest wkurzony.
-Co wam do łba strzeliło, żeby coś takiego robić?! Wiecie jak nas przestraszyliście?! Leczcie się! Debile! - zdenerwował się Nathan.
-No właśnie do cholery?! Co wy myślicie?! - wkurzyłam się jeszcze bardziej niż Nathan.
-Ala spokojnie. - próbował mnie uspokoić mój ukochany - Te głąby nie wiedzą co robią, a co dopiero myślą. - śmiał się, a ja za nim.
-Młody uważaj se. Nie od głąbów. - upomniał go Max.
-A jak inaczej miał nazwać debilów? - odpowiedziałam pytaniem i poszłam do pokoju, a za mną Nathan.
Weszłam do pokoju, a za mną Nathan. Usiadłam na kanapie i Nathan poszedł po śniadanie, które przyrządziłam. Położył na stale i usiadł koło mnie.
-Co za debile. - powiedziałam szeptem do siebie.
-Racja. Dobra nie myślmy już o tym. Na co masz ochotę? Jajecznice sobie pani życzy? - wstał i udawał kelnera.
-Tak, poproszę. - odpowiedziałam mu jak prawdziwa dama - I tą kanapkę jeszcze.
-Dobrze. - odpowiedział i poszedł do kuchni. Wrócił z talerzami z jajecznicą i nałożył po kanapce. - Proszę. - podał mi.
-Merci serveur. - odpowiedziałam po francusku. 
-Po jakiemu to? - zapytał zdziwiony.
-Jeździsz po świecie, a nie wiesz? Po francusku. - śmiałam się.
-Aha. Dobrze wiedzieć.
Po śniadaniu musieliśmy się zbierać. Oczywiście chłopaki próbowali nas przeprosić, ale postanowiliśmy się nie dawać. Tak naprawdę to nie byliśmy obrażeni na nich. Jechaliśmy na lotnisko śpiewając "Glad You Came". Gdy dojechaliśmy na lotnisko zobaczyliśmy pełno fanek. Ja jako, że nie potrzebowałam ochrony, wyszłam pierwsza. Za mną jeden ochroniarz wyszedł i potem chłopcy i reszta ochroniarzy. Poszłam z Martinem załatwić bilety, a chłopaki witali się z fankami. Gdy z Martinem wszystko załatwiliśmy to poszliśmy po chłopaków. Przez okno zobaczyłam, że pewna fanka klei się do mojego ukochanego. Chciałam jej zrobić nazłość, więc podeszłam do niego i pocałowałam w policzek mówiąc:
-Hej kochanie. Musimy już iść. - powiedziałam miłym głosem.
-Racja. To, pa. - pożegnał się. Chciał już odejść, ale ta dziewczyna, która się kleiła do niego krzyknęła.
-Nathan! Mogę Cię pocałować w policzek?! - krzyczała.
-No... - nie był pewien, więc spojrzał się na mnie. Zgodziłam się, bo potem wydawała się już normalniejsza. - No dobra. 
Nathan podszedł do niej, a ona zamiast pocałować go w policzek, pocałowała go w usta. Nathan po chwili odepchnął ją, a ja ze łzami stałam tak. Czułam się jak idiotka. Poczułam, że lecą mi łzy po policzkach. Od razu pobiegłam w stronę wejścia do budynku. Nathan od razu za mną ruszył.
-Ala, stój! - słyszałam tylko to. Nie miałam ochoty go widzieć. Ten pocałunek trwał za długo. I widać było, że mu zależało na tym pocałunku...

6 komentarzy:

  1. OMG
    jaka akcja
    kocham takie odpały
    Jay oblany ketchupem to by musiał być niesamowity widok ,oczami wyobraźni właśnie go widzę xD
    super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział :)
    początek mnie rozwalił

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra , powiem szczerze DEBILE :D
    No ale jakie kochane debile.
    Jprdl. jak to kiedyś mówiłam - Świnia Nath :D

    OdpowiedzUsuń
  4. boże, ale emotions!!!
    rozdział super kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!ale sie dzieje :)
    Boski rozdział :*

    OdpowiedzUsuń